środa, 5 sierpnia 2015

Biegowe podsumowanie LIPCA !!!

Hej !!!

Lipiec minął, więc czas na jego podsumowanie. 
Tak właśnie wygląda moja aktywność w tym wakacyjnym miesiącu. Zrobiłem ponad 40 km więcej niż w miesiącu ubiegłym, a wszystko dzięki temu, że miałem urlop, więc i sporo czasu na bieganie ;)


W miesiącu tym startowałem tylko w jednych zawodach biegowych na dystansie 15 km:

- VIII Bieg Turystyczny Czterech Jezior SKÓRCZ 11.07.2015r.



Na ten bieg miałem tylko jeden cel - poprawić zeszłoroczny czas: 01:16:26.
Szczerze powiem, że mogłem się doczekać tego startu. Po przebiegnięciu ok 3 km asfaltem dalej trasa wiedzie leśnymi ścieżkami, a tu czułem się jak u siebie, jak na moich ulubionych biegowych szlakach. 
Czas jaki udało mi się wybiegać to:  1:03:22 !!! Poprawiłem zeszłoroczny czas o 13 minut i 4 sekundy !!! 
Dodatkowo poprawiłem swój czas w biegu przez godzinę i teraz jest to dystans 14,22 km:)

W zeszłym roku Skórcz zrobił bardzo fajną rodzinną imprezę co spowodowało, że chciałem wrócić tam w tym roku. Przez cały czas jej trwania odczuwalna jest fajna rodzinna atmosfera - tak było i tym razem, więc już dzisiaj wpisuję tą imprezę do mojego kalendarza biegowego na rok 2016 ;) Dodatkowo organizatorzy biegu dbają o to, aby medal jaki dostają jego uczestnicy na mecie był wyjątkowy - co widać.


W lipcu udało mi się zrobić 250 km ( 16 treningów ). Wiem, że niektórzy z was biegają więcej, ale jak na moje możliwości czasowe to i tak dużo.
Kilka treningów poświęciłem na szlifowanie siły i wytrzymałości biegowej co na pewno bardzo mi się przyda, tym bardziej, że idzie jesień, a to dobra pora roku na bicie kolejnych rekordów ;)
Postępy jakie przynosi mi regularne bieganie są widoczne na każdym kroku, więc jak widać jestem na właściwym torze ;)

Kolejny miesiąc to kolejne starty w zawodach i walka z własnymi słabościami, a jeszcze mi ich trochę zostało ;)
Oby sierpień był dla mnie bardziej łaskawy :)

Pozdrawiam

wtorek, 14 lipca 2015

Bieg Turystyczny Czterech Jezior w Skórczu - 11.07.2015r.

Witajcie !!!


Jak wiecie w ostatnią sobotę startowałem w VIII Biegu Czterech Jezior w Skórczu na dystansie 15 km.
Miałem trochę wcześniej napisać kilka słów na temat biegu, niestety zrządzenie losu, a raczej nasz syn zapewnił nam atrakcję po biegu połykając monetę 2 złotową. Sobotę i niedzielę spędziliśmy w szpitalu...całe szczęście wszystko się dobrze skończyło ;)

Plan na ten bieg był prosty - poprawić zeszłoroczny czas który wynosił - 1:16:26.

Ostatnie treningi przed startem i czas który udawało mi się osiągać w granicach 1 godz i 8 minut potwierdzały, że jestem dobrze przygotowany do startu. Oczywiście w głowie siedziała myśl - a może uda się zrobić jeszcze lepszy czas, no. 1:05. Kolejnym plusem było to, że wiedziałem czego mogę się spodziewać na trasie, ponieważ była ona taka sama jak rok temu.

Trasa tego biegu nie jest łatwa (asfalt około 5,5 km reszta trasy to drogi leśne) wiedzie ze Skórcza przez okoliczne lasy, przy jeziorach: Cebulowe, Czarne Północne, Czarne Południowe, Tuszynek.
Po przebiegnięciu niespełna 3  km asfaltem wbiega się do lasu gdzie na biegaczy czeka "CROSS" czyli szlaki leśne usłane licznymi wystającymi korzeniami, leżącymi wszędzie szyszkami, liśćmi a także wieloma nierównościami, zbiegami, ostrymi zakrętami i szybkimi podbiegami. Pomimo tych licznych atrakcji trasy biegnie się nią dość szybko i przyjemnie, chociaż potrafi dać w kość.

Około godziny 15 stawiłem się po odbiór pakietu startowego.
Tak jak rok temu i tym razem w pakiecie startowym znalazła się bardzo dobra koszulka, woda i materiały reklamowe.

Start biegu wyznaczony był na godzinę 16:00, więc kilkanaście minut przed strzałem startera udaliśmy się na linię startu, żeby zająć dobrą pozycję. Od jakiegoś czasu zacząłem ustawiać się z przodu stawki i jak na razie wychodzi mi to na dobre.

Pogoda była niemal idealna do szybkiego biegu: + 16,17 stopni, zachmurzone niebo i delikatny wiatr.

Standardowo po starcie każdy walczył o jak najlepszą pozycję i o to aby szybko odskoczyć od reszty biegaczy. Po ok 2 km zrobiło się luźniej, tempo biegu wahało się w granicach 4:10/km a nogi złapały odpowiedni rytm. Po przebiegnięciu 3 km wbiegliśmy do lasu gdzie zaczęła się prawdziwa zabawa - CROSS czyli moje kochane leśne ścieżki, które i tym razem weryfikowały przygotowanie każdego biegacza.

W ciągu kilku kilometrów udało mi się wyprzedzić kilkanaście osób, co sprawiło, że nabrałem pewności siebie i wiedziałem, że życiówka jest w zasięgu moich rąk ;)

Po minięciu 5 km organizator ustawił pierwszy punkt nawadniania z którego skorzystałem. Nie wiem jak wy, ale ja nie potrafię podczas biegu napić się wody w kubka :P Zazwyczaj obleję się nią cały nie trafiając do buzi haha.

Kolejne kilometry biegu mijały mi dość szybko. Leśne ścieżki mają ten plus, że oczy przez cały czas  są zajęte wypatrywaniem nierówności terenu, a trasa mija bardzo szybko.

Na trasie znajdował się także drugi punkt nawadniania z którego nie miałam zamiaru korzystać, ale na pewno nie jednemu uczestnikowi uśmiechnęła się buzia na jego widok.

Przed 12 kilometrem wybiegliśmy z lasu i to właśnie tam zaczęła się prawdziwa walka o każdy metr. Widziałem kilku biegaczy, którzy trochę za wcześnie podkręcili tempo biegu i przed samą metą opadali z sił.

Około 1,5 km przed metą zacząłem powoli przyspieszać bo wiedziałem, że za niedługo kończy się asfalt i do mety trzeba będzie biec polną drogą, która w dalszej części prowadzi na bieżnię stadionu i prosto do mety.

Ok 500 metrów przed metą zobaczyłem żonę robiącą mi fotki...widok ten dał mi zastrzyk energii po którym pognałem do mety jak szalony przechodząc do sprintu.

Bieg udało mi się ukończyć z czasem:  1:03:22 !!! a tym samym poprawiłem zeszłoroczny czas i 13 minut i 4 sekundy !!! 
Na 403 uczestników zająłem 54 miejsce open, kat. wiekowa 16 - jest dobrze :)
W zeszłym roku na 455 startujących byłem dopiero 264.



Ten rok dotychczas jest dla mnie bardzo udany. Średnio co drugi start udaje mi się poprawiać życiówki :)


Co do samej organizacji biegu to była ona dobra. Trasa była w miarę dobrze oznaczona a stojący co jakiś czas strażacy wskazywali drogę. Dwa punkty nawadniania na pewno nie jednej osobie pomogły w dalszej walce w kilometrami. Organizator zadbał oczywiście o opiekę medyczną na mecie,  chociaż powiem szczerze, że na tak trudnej trasie przydał by się jakiś ratownik medyczny na rowerze.
Znam osobiście jedną uczestniczkę, która na 10 km skręciła nogę i do samej mety jakoś dobiegła.
Oczywiście każdy uczestnik kończący bieg otrzymał pamiątkowy medal. Tradycją Skórcza jest to, że medale jakie otrzymuje się na mecie są zawsze bardzo ładne.

Organizator oczywiście nie zapomniał o posiłku regeneracyjnym dla uczestników jakim był  bardzo dobry bigos oraz kawa od Idee Kaffee.
Po wręczeniu nagród przez organizatora zwycięzcom biegu, a także tym w poszczególnych kategoriach wiekowych, atmosferę wśród wszystkich uczestników biegu rozgrzało losowanie nagród które było zwieńczeniem biegowych rywalizacji.

Podsumowując:  Bieg Czterech Jezior ma w sobie coś magicznego, czemu nie można się oprzeć, więc na pewno wrócę tu za rok.

Polecam bo warto ;)

Fotorelacja: Biegacze z Naszego Miasta i Znajomi ;)

Moja pełna fotorelacja: Fotki z Biegu







































czwartek, 9 lipca 2015

Biegowe podsumowanie CZERWCA !!!


Cześć !!!

Tak właśnie wygląda moja aktywność w tym miesiącu. W sumie miałem zrobić ten wpis kilka dni wcześniej, ale sami wiecie jak w okresie letnim znaleźć chwilę na napisanie czegoś ;)


W czerwcu startowałem w 2 zawodach na 10 km:

- Bieg Papieski z PGE Energią Odnawialną w Pelplinie - współorganizowane przeze mnie :)




oraz

- Nocny Bieg Świętojański z PKO Bankiem Polskim w którym udało mi się wykręcić nową życiówkę na tym dystansie z czasem - 41:27 :)



Dodatkowo w tym biegu udało mi się poprawić życiówkę na 1 mile, 3 km, 5km, 3 mile i 12 minutowy test Coopera - 3.03 km. Wszystkie te dane oczywiście podpowiedziało mi Endomondo. Pomimo, że biegam z garminem to ustawiłem sobie aby treningi automatycznie przesyłały się na Endo do którego mam sentyment, ponieważ to z tym programem zaczynałem swoje pierwsze biegowe harce  ;)

Czerwiec i wspólny trening z kolegą Łukaszem pozwolił mi także złamać kolejną czasową barierę, tym razem w półmaratonie wybieganym po leśnych ścieżkach z czasem: 1g:38m:18s.
 
Z jednej strony 210 km (15 treningów) to nie tak dużo, a z drugiej skoro biegam mało a efekty są widoczne to chyba wszystko zmierza w dobrym kierunku. Czerwiec to także kolejny spadek wagi o 2 kg, które pozostawiłem na wspomnianych biegowych ścieżkach.
Sezon startów w biegach nadal trwa i chociaż temperatura nikogo nie oszczędza to mam cichą nadzieję, że uda mi się jeszcze w tym roku złamać psychologiczną barierę 40 minut na 10 km - trzymajcie kciuki ;)

Pozdrawiam

sobota, 20 czerwca 2015

Nocny Bieg Świętojański w Gdyni - 19.06.2015r.



Przeglądając kalendarz biegów w województwie pomorskim, moją uwagę przykuł Nocny Bieg Świętojański w Gdyni, który organizowany jest w ramach "PKO Grand Prix Gdyni".
Nie zastanawiając się długo zapisałem się na ten bieg, tym bardziej, że nigdy nie brałem udziały w nocnych zawodach, a start biegu zaplanowany był na godzinę 23:59 !!!

Jako, że w dni biegu byłem po przepracowanej nocy, postanowiłem pospać trochę dłużej przed startem w zawodach budząc się po 15.
Po przebudzeniu szybko zjadłem posiłek i zacząłem opracowywać sobie w głowie taktykę na ten bieg. Nie bardzo wiedziałem czego mogę się spodziewać po moim organizmie, czy mnie czymś nie zaskoczy, tym bardziej, że były to pierwsze nocne zawody a przecież w nocy metabolizm działa dużo wolniej. Pogoda w ten dzień nie działała na mnie optymistycznie. Niebo całe usłane chmurami, przelotne opady deszczu i wiejący wiatr.

Hmmm...

Po 20:30 zacząłem powoli zbierać się do wyjazdu. Szybko spakowałem rzeczy w których wystartuję + kilka w razie nagłego spadku temperatury, tym bardziej, że to Gdynia, czyli chłód od morza, wiejący wiatr  i szybko zmieniająca się pogoda.

Jakoś tak wyszło, że na bieg pojechałem sam czego chyba nikt nie lubi. Oczywiście na bieg chciała się wybrać ze mną żona, niestety rano musiała wstać do pracy, więc było to raczej nie możliwe...

Na miejscy byłem około godziny 22:20. Pierwsze wrażenie: masa ludzi, samochodów - masakra. Przez około 20 minut szukałem miasta do zaparkowania. Ludzie parkowali wszędzie gdzie się tylko dało.

Auto zaparkowane, czas więc odebrać pakiet startowy. Chwilę zajęło mi odnalezienie się w tym tłumie. Poszedłem za tłumem trafiając prosto do biura zawodów.


Jak widać na zdjęciu, organizacyjnie biuro dawało radę. Połowa znajdujących się pod namiotem ludzi po prostu korzystała z ciepła jakie panowało wewnątrz.
Numer odebrany - szybkie przypięcie go do koszulki, sprawdzenie czipa, WC, rozgrzewka i odliczanie czasu do startu.
Po szybkim rozgrzaniu się udałem się do mojej strefy czasowej którą wybrałem podczas rejestracji - 41-45. Po biegu w Papiernika w Kwidzynie postanowiłem, że nigdy więcej nie będę ustawiał się na końcu strefy, żeby nie dać się zablokować. Jak postanowiłem tak zrobiłem. Ok godz. 23:40 zająłem miejsce w pierwszym rzędzie. Co prawda do startu pozostało jeszcze niespełna 20 minut, ale bardzo zależało mi na tym aby sprawdzić się na przedzie stawki czasowej. Oczekiwanie na start trochę mi się dłużyło i zdążyłem przemarznąć przez niską temperaturę i wiejący od morza wiatr.

Ucieszyło mnie to, że start biegu robiony był etapami a nie jak to zawsze jest robione - wszyscy na hura do przodu. Jako że byłem w białej strefie startowaliśmy jako trzeci.
START - pierwsze metry biegu nie odbiegały niczym od innych startów, poza tym, że była to noc ;)
Słuchając dobrych rad doświadczonego byłego biegacza Romana Hudzik przez cały czas starałem się kontrolować trasę patrząc pod nogi, a było co omijać.
Jeden z moich znajomych z biegów na pierwszych metrach przewrócił się przez próg zwalniający mocno się obijając. Całe szczęście, że nikt bo nie podeptał.
Ku mojemu zdziwieniu pierwsze kilometry biegu pokonałem w czasie poniżej 4 minut co było dla mnie prawdziwym sukcesem. Muszę przyznać, że trasa biegu była bardzo dobra. Dzięki temu, że ćwiczę regularnie podbiegi, dwa z nich który były na trasie nie sprawiły mi większego problemu.
Przed biegiem kilka osób ostrzegało mnie abym uważał na jakąś górę, której przez kilka kilometrów nie mogłem się doczekać. Okazało się, że ci co mieli na myśli "górkę" nie powiedzieli mi, że przysłowiowa "górka" to zbieg ciągnący się około 2 km dzięki czemu nadrobiłem kilka sekund pędząc jak szalony. Bardzo mile zaskoczył mnie widok tłumów kibiców na trasie. Nie spodziewałem się, że o tej godzinie tylu z ludzi przyjdzie kibicować biegaczom.
Oczywiście dziękuję WAM za doping :)
Z całej trasy, najbardziej zapadł mi w pamięci 9  kilometr - skwer Kościuszki i piękna prosta prowadząca prosto na linię mety, a ta widoczna była z oddali.

Wbiegając na linię mety zatrzymałem zegarek z niedowierzaniem się w niego wpatrywałem - 41:25 !!!!!!!

(Średnia na km 4:04)

Jest nowa życiówka co potwierdził sms od firmy mierzącej czas !!!

Udało mi się poprawić czas o 1 minute i 16 sekund !!!
(poprzedni: 42:41 który zrobiłem w tym roku Sztumie)

Patrząc na specyfikę trasy muszę przyznać, że jest bardzo ciekawa i wg. mnie stworzona do poprawiania życiówek ;)

Muszę przyznać, że byłem niemile zaskoczony tym, że po biegu organizator nie zapewnił biegaczom ciepłego posiłku regeneracyjnego (o koszulce nie wspominając), tym bardziej, że na 8 km zaczął kropić deszcz, który z czasem nasilał się.

Gdyby nie to, że na bieg przyjechała IDEE Kaffee żaden biegacz nie dostał by nic ciepłego. Zapomniał bym...była jeszcze woda imbirowa, która jest bardzo smaczna - polecam bo dobrze rozgrzewa. Jeśli w przyszłym roku macie w planie wybrać się do Gdyni, zabierzcie ze sobą jedzenie.

Podsumowując:
Trasa bardzo ciekawa, malownicza z kilkoma zakrętami, lekkimi podbiegami i bardzo ciekawym długim zbiegiem.  W przyszłym roku na pewno wezmę pod uwagę start w tym biegu.
kilka fotek z linii startu.mety.

Pozdrawiam :)